Ryszard Biskup spotkał się z czytelnikami w Mediatece na kieleckim dworcu [WIDEO, ZDJĘCIA]

Lidia Cichocka

Wideo

Udostępnij:
Jestem dumny, że jestem kielczaninem - deklarował na spotkaniu z czytelnikami w Mediatece Ryszard Biskup autor wydanej niedawno książki "Ze sztambucha i raptularza, czyli ocalić od zapomnienia. Kielce 1950-2000".

Ryszard Biskup pisze o Kielcach

Jego książka to bardzo osobisty portret miasta i ludzi. Ryszard Biskup, Ryszard Biskup – kielczanin, dziennikarz, przewodnik i podróżnik pytany o powód napisania takiej książki tłumaczy, że chciał ukazać historie zwykłych ludzi, przywołać swoje wspomnienia.

Pretekstem do podróży w czasie są zdjęcia Kielc z lat 60., 70. przedstawiające Kielce jakich już nie ma. - Razem z wydawcą dokonaliśmy wyboru zdjęć starych Kielc z lat 1950 - 2000. Często musiałem rozszyfrowywać, gdzie zdjęcie było robione i nie zawsze mi się to udało - mówił. - Mój świat wyznaczały ulice: Krakowska Rogatka, gdzie mieszkałem, świętego Wojciecha, cmentarz mahometański i Doły Siekluckiego.

Podobną zabawę w zgadywanie miejsc pokazanych na fotografiach zaproponował gościom Mediateki. Okazało się, że na sali są kielczanie świetnie zorientowani w topografii miasta. Tak jak w książce zdjęciom towarzyszyły opowieści: Parterowe domki i narożny sklep monopolowy na. ulicy Wojska Polskiego autor określił jako "moje przekleństwo". - Sprzedawczyni z monopolowego wymieniała nam puste butelki na ciastka, za 4 były herbatniki, za 6 - pierniki - opowiadał. - Z tyłu widać budynek przychodni, do której musiałem chodzić na zastrzyki debecyliny. Bardzo bolesne.

Przypomniał jak siłą przekonywał kolegów, którzy twierdzili inaczej, że kielecki zalew jest większy od Szczecińskiego. - Siłowe argumenty zwyciężyły - jednemu rozkwasiłem nos, drugiemu złamałem rękę.

- Wszystko, co opisałem w książce przeżyłem. Być może ktoś inaczej to pamięta, ale to mój punkt widzenia - zapewniał.

Ryszard Biskup tłumaczył, że pierwszy pomysł na książkę był inny - miała to być, cięta i zjadliwa opowieść o ludziach. - Zrezygnowałem z tej wersji, bo słowo jest ciężkim kamieniem i łatwo nim oberwać. A żyją rodziny tych, których można by bardzo barwnie opisać.

Co prawda ciągle marzy mu się opisanie kieleckiej bohemy: - Ludzi, z którymi przeżywałem wzloty i upadki, razem robiliśmy niesamowite rzeczy. Opisać mojego przyjaciela, zapomnianego w Kielcach artystę wielkiego formatu Andrzeja Grabiwodę, który stworzył wystrój dworca, kieleckiego UFO, albo szefa wydziału kultury, Ryszarda Miernika. Z samych anegdot o nim powstałaby książka.

"Ze sztambucha i raptularza, czyli ocalić od zapomnienia. Kielce 1950-2000" to zbiór wspomnień, anegdot składających się na kapitalny opis przeszłości, historii i obyczajów, opowiedzianych lekko i z dużą dozą humoru.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie