Nowy spektakl Kieleckiego Teatru Tańca "Peer Gynt" zachwyca i wzrusza [ZDJĘCIA]

Lidia Cichocka
Miłość pokona nawet śmierć - takim optymistycznym przesłaniem kończy się "Peer Gynt", spektakl, który w piątkowy wieczór zaprezentował Kielecki Teatr Tańca.

Pod wieloma względami to spektakl niezwykły. Dramat Ibsena inspirowany norweskimi legendami i baśniami nie jest tak znany jak jego późniejsze utwory, ale muzyka, którą napisał do niego Grieg tak. Zachwyca ona różnorodnością, szeroką frazą, jest wspaniałym uzupełnieniem tekstu.

Peer Gynt, to postać, którą trudno lubić: egoista, nikczemnik, wykorzystujący wszystkich, bez różnicy w realnym świecie czy baśniowych snach. Zdrada, cudzołóstwo, oszustwa, ucieczka w świat rojeń, to dla niego chleb powszedni. Aż trudno uwierzyć, że w kimś takim zakochała się Solvejga i trwała w tym uczuciu wybaczając wszystkie niegodziwości. To właśnie jej miłość ocaliła go od śmierci, chociaż wydaje się, że byłaby ona zasłużoną karą.

Sukces spektaklu "Peer Gynt" Kielecki Teatr Tańca świętował na bankiecie [ZDJĘCIA]

Przełożenie tej opowieści na język tańca nie było łatwym zadaniem, ale choreografka Zuzanna Dinter-Markowska zrobiła to perfekcyjnie wybierając z licznych wątków eposu te najważniejsze, nie tracąc nic na tempie dramatu i jego głębi. Ułożone przez nią choreografie solistów, duetów, scen zbiorowych zachwycają, są pełne poetyki, liryzmu lub żywiołowo swawolne, czasami groteskowe, często dramatyczne. Romantyczne porywy przeplatają się z norweskim folklorem. Wydaje się, że każda nuta tej pięknej muzyki została wytańczona.

Wrażenie jaki robi spektakl to zasługa tancerzy: zjawiskowo tańczącego Peer Gynta - Szymona Pacholca (tancerz przez cały spektakl nie schodzi ze sceny), Małgorzaty Kowalskiej - emanująca delikatnością i uczuciem Solvejga oraz Aleksandra Staniszewskiego w roli demonicznego wysłannika śmierci.

Uwagę zwracają kostiumy Magdaleny Muchy, zarówno te ludowe jak i baśniowe, pomysły scenograficzne oraz wizualizacje Karoliny Jacewicz, które czynią spektakl jeszcze bardziej interesującym. Warto zauważyć, że, a zdarza się to rzadko, wykorzystano w nim obie obrotowe sceny.

Spektaklowi towarzyszy nagranie w wykonaniu Londyńskiej Orkiestry Symfonicznej oraz Chóru Filharmonii w Oslo pod dyrekcją Pera Dreiera i to kolejny atut kieleckiego Peer Gynta.

Obecna na premierze publiczność nagrodziła gorącymi brawami cały zespół a owacją na stojąco wykonawców głównych ról i twórców. Było to podziękowanie za zachwyt i wzruszenie, bo "Peer Gynt" wywołuje jedno i drugie.

Będzie nowe święto państwowe?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie