Dron antysmogowy krąży nad Kielcami. Powietrze trują w centrum i na peryferiach, ale mandatów niewiele

Agata Kowalczyk
Agata Kowalczyk
W piecu odkryto płyty wiórowe.
W piecu odkryto płyty wiórowe. Straż Miejska Kielce
Dron antysmogowy codziennie, jak tylko pozwala pogoda, lata nad osiedlami w Kielcach w poszukiwaniu kominów, z których wydobywa się czarny lub żółty duszący dym. W lutym pobrał ponad 80 próbek do badań, pod kątem zawartości związków świadczących o spalaniu w piecu niebezpiecznych odpadów. Jakie wyszły wyniki?

Urządzenie, którym dysponuje Straż Miejska jest uruchamiane w osiedlach domków jednorodzinnych i zakładów produkcyjnych czy usługowych, najczęściej w miejscach, gdzie są skargi na sąsiadów albo czujniki pokazują zanieczyszczenie powietrza.

- W lutym dron pobrał próbki z 81 kominów, z których wydobywał się czarny albo żółty dym – informuje Bogusław Kmieć ze Straży Miejskiej w Kielcach. - Tylko w trzech przypadkach analiza potwierdziła, że w piecu spalane są materiały, które nie powinny tam trafić. Były to odpady takie jak płyty wiórowe czy stare meble. Na właścicieli posesji nałożono mandaty do 500 złotych. Wśród ukaranych była też firma.

Mandat otrzymali właściciele nieruchomości, przy ulicy Posłowickiej oraz w centrum miasta za spalanie w piecu mebli. Ukarana została też osoba prowadząca zakład poligraficzny działający w zachodniej części miasta. Tutaj w kotłowni znaleziono płyty wiórowe, które miały trafić do pieca, a wcześniej badanie dymu potwierdziło, że część z nich została już spalona.

- W pozostałych przypadkach, mimo że dym wyglądał źle, badanie nie potwierdziło spalania odpadów - dodaje Bogusław Kmieć. - Do pieca trafiło albo dopuszczone na rynku paliwo, ale niskiej jakości, albo piec był źle rozpalany, od dołu, co spowodowało silne zadymienie okolicy.

Właściciele posesji mają obowiązek wpuścić strażników miejskich, którzy chcą sprawdzić, co jest spalane w piecu albo wcześniej dron potwierdził niedopuszczalny skład dymu. - W jednym przypadku, po badaniu dronem nie pozwolono nam wejść do domu. Gospodarz otrzymał wezwanie do komendy i zostanie przesłuchany na miejscu - tłumaczy. - Skierowaliśmy też sprawę na policję, ponieważ uniemożliwienie wejścia na posesję strażnikom jest zgodnie z Kodeksem Karnym przestępstwem, za które grozi grzywa a także do 3 lat więzienia.

Od października zmiany przy wjeździe do Wielkiej Brytanii

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
17 lutego, 17:04, gorszy sort:

Ksiądz ma prawo zaglądać pod kołdry, strażnicy do domów. Tak bez nakazów, czyli zgodnie z prawem PiSowskim.

Boisz się? To znaczy, że masz coś za uszami.

G
Gość

Co znaczy mandat do 500 zł? Czy to jest właściwa metoda przekonywania,że nie można spalać odpadów? Jaki jest mandat minimalny?

Dodaj ogłoszenie