Po sześciu latach od premiery na deski teatru imienia Stefana Żeromskiego wraca „Samotność pól bawełnianych” Bernarda Marie Koltesa w reżyserii Radosława Rychcika. Przekaz wciąż jest aktualny, bo niestety świat się nie zmienił. Na szczęście spektakl także.

Oto w ciemnym zaułku spotykają się dwaj królowie życia. I tylko to spotkanie jest pewne. Reszta jest jak przypowieść odarta z moralizatorstwa. Ich role społeczne – Dealera i Klienta, są umowne (przyjdzie im się zresztą nimi wymieniać), tak jak ich płeć. Liczy się to spotkanie i jego cel – transakcja, do której musi dojść po ustaleniu przedmiotu pożądania. Czym on jest? To jest wtórne. Może być wszystkim, bo choćbyśmy zaprzeczali, każdy czegoś potrzebuje, tylko nie zawsze potrafi to wyartykułować, nazwać, poprosić o to.



Nie inaczej jest w koltesowskim zderzeniu Dealera i Klienta. Jednak reżyser jeszcze tę sytuację utrudnia. Każe aktorom prowadzić dialog jedynie pozorny, bez kontaktu wzrokowego, w dodatku napastliwy, oskarżający, wyczerpujący fizycznie. Brzmi znajomo? Witamy w życiu, gdzie każdy jest po części dealerem i klientem, w kontaktach międzyludzkich nie brakuje okrucieństwa, a ceną transakcji, mimo braku całkowitego zaspokojenia, jest chwilowe zażenowanie. Bo gdy Klient rozbierze się, by sfinalizować kupno bliskości, widz wie, że ta nagość to coś głębszego – to wiwisekcja podyktowana destruktywną potrzebą wyrażania uczuć drzemiącą chyba w każdym człowieku.

„Jest tylko groźba, ucieczka i cios” – mówi Dealer i tym zdaniem podsumowuje nasze wyobrażenie współczesnego świata. Tym światem na chwilę staje się kielecka scena z ascetyczną scenografią, dymem, stroboskopowymi światłami, transową, wwiercającą się w głowę muzyką graną na żywo przez zespół The Natural Born Chillers. Szkoda tylko, że spektakl z Pokoju Becketta przeniesiono na dużą scenę. Traci w ten sposób coś ze swojej intymności, widz obserwuje spotkanie bohaterów, wcześniej był jego częścią. Jest też i plus tej zamiany – z innej perspektywy można spojrzeć na kolaż projekcji wideo autorstwa Marty Stoces. Z dużej sceny nie atakują one widza tak mocno i tak dostatecznie silnym przekazem. Wciąż jednak, jeśli potraktować je jako swego rodzaju podsumowanie spektaklu, spłycają nieco jego wymowę. Kompilacja pornografii, kreskówek czy filmów Davida Lyncha sugeruje bowiem, że przedmiotem wymiany musi być cielesność. A przecież nie musi.

Ten spektakl boli. Uświadamia, że z ról Dealera i Klienta nie sposób wyjść, odgrywamy je na co dzień, że ludzi i zwierząt nie dzieli wiele - ta sugestia jest zresztą refrenem niełatwego tekstu Koltesa, pojawia się w różnych momentach i zestawieniach, że próby komunikacji zawsze będą nieudane („Words are useless” – „Słowa są bezużyteczne” czytamy w projekcji). Ale na ten ból warto się przygotować i obejrzeć doskonałe pod każdym względem role Wojciecha Niemczyka i Tomasza Nosinskiego, które oklaskiwał cały świat.

Komentarze (1)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Więcej na temat: